#Miejsce Ponad Czasem
Explore tagged Tumblr posts
dawkacynizmu · 4 months ago
Text
Tumblr media
środa 30.10
۶ৎ podsumowanie dnia
zjedzone — 800 kcal
wpisy (te dluzsze) znowu wstawiam nieregularnie bo uwazam swoje dni za zbyt monotonne aby je opisywać. czasem nawet bardzo nudny dzien moze byc uratowany przez jakies ciekawe przemyslenie. lub temat jaki chcialabym poruszyc ale nawet tego mi ostatnio brakuje. dzis nacykałam od niechcenia sporo zdjec wiec stwiedzilam ze juz cos wstawie :3
naprawde szlam do tej szkoly z dobijajaca niechecią, jedynie 4 lekcje a potem klasowe wyjscie do kina. mialam ochote zrobic sobie wolne ale do zaliczenia mialam test z historii. pisalam jako jedyna (bo reszta klasy zaliczyla w formie projektu) i pytania to mi dal nauczyciel wybitne. po prostu dał jedno wydarzenie i kazał napisać co wiem xDd potem sie mnie zapytał czy moze sobie cos zanotowac na odwrocie mojej pracy bo nie ma nic innego pod ręką, odpowiedzialam ze tak ale bedzie musial mi przez to podwyższyć ocenę i odparł że to przemyśli. rano pilam przepłaconą kawe w kawiarni bo zaczynalm lekcje na pozna godzine. czytam cleopatre i frankenstein i jest to naprawde ksiazka w moim klimacie, napis na okładce "dla miłośników ottessy moshfegh oraz phoebe waller bridge" nie kłamał .
Tumblr media
na angielskim pisalam list formalny i tak mega mi nie poszedl xd 200 slow na styk niemalże chyba ze sie jeblam w obliczeniach i było mniej. przed lekcja mialam dziwne przeczucie "sprawdz jak grzecznie zapytac o wypłate po angielsku" sprawdzilam i akurat przydał mi się ten zwrot. zamiast dwoch ostatnich lekcji szlismy do kina na "niepewnosc. zakochany mickiewicz" i o wlos prawie spierdolilam na chate zamiast na to isc mimo ze zaplacilam. jakies tam przytloczenie zmeczenie i te sprawy, ostatecznie poszlam ale jak idac mijalismy moj przystanek zupelnie na powaznie planowalam odlaczyc sje od grupy i jechac do domu. film chujowy ale nagrany w bardzo ładnej lokalizacji przez co przez pierwszą godzinę oglądałam z przyjemnością. fabuły to on praktycznie nie miał i przez dwie godziny napalony adam latał za laską kiedy w tle jego przyjaciele podejmowali dzialania na rzecz polski itp. film czasem zaczynal jakies watki po czym w ogole do nich nie wracal, mega tego nie lubie
Tumblr media
moją nową hiperfiksacją jest oglądanie recenzji filmowych i robiłam to dzis przez 2 godziny
pisze wciaz prace na olimpiade ale z tylu glowy mialam takie kurwa mac ja tego nie skoncze i zeby zmusic sie do dzialania zglosilam nauczycielce ze do jutra jej wysle takze ten ciekawa noc sie zapowiada. ostatnio naduzywam okreslenia takze ten.
towarzyszy mu jakies poczucie odrealnienia i nadmiernego analizowania swojego zycia ze wszystkich mozliwych aspektow np stojac na przystanku patrzylam sie przez kwadrans na jakiegos chlopa nie dlatego ze mi sie podobal czy cos z tych rzeczy tylko dlatego ze uswiadomilam sobie ze nie jest on jedynie elementem otaczajacej mnie rzeczywistosci ktory wyparowuje tak szybko jak odjezdza moj autobus i trace go z pola widzenia, a ma on wlasne zycie mysli uczucia i jest czlowiekiem tak samo jak ja i ciezko mi bylo to pojąć. mam nadzieje ze nie myslal ze go napastowałam wzrokiem.
Tumblr media
w autobusie chwile rozmawialam z jedna laska i typem ale wolalam patrzec sie w szybe jak w smutnym teledysku i mysle ze to moze byc jedna z mini przyczyn moich braku znajomych bo ja naprawde bardzo czesto wybieram samotnosc ponad socjalizacje. chcualabym byc jedna z tych osob co czerpie przyjemnosc ze small talkow o szkole albo rozmow z randomami o pogodzie ale ja wole sluchawki
bardzo lubie okreslenie mgla mozgowa, czesto uzywam i dzis zdarzyla mi sie sytuacja pasujaca do tego jak nic innego, pilam kawe i jadłam jabłko, jak juz skonczylam oba to do pustego kubka wrzucilam ogryzek. kubek i łyżeczke wyjebalam do kosza na smieci a ogryzek do zlewu i nie ogarnelam dopoki moja mama tego nie zauwazyla.
nie ide jutro do szkoly bo musze wydrukowac prace na olimpiade a jedyne miejsce w ktorym moge to zrobic to biblioteka zamykajaca sie o godzinie mojego powrotu, lol. dzis pierwszy raz w tym roku szkolnym wracalam do domu po ciemku, dziwne uczucie znowu to przezywac.
nic nie wnoszące zdjęcie kanapek.
Tumblr media
26 notes · View notes
narratio-itineris · 2 months ago
Text
Grudzień, który dał mi do myślenia...
Koniec roku zawsze niesie ze sobą pewien dziwny nastrój – a ten był szczególnie intensywny i może nawet irytujący.
Grudzień zdecydowanie mnie nie rozpieszczał. Przeziębienia, kiepskie samopoczucie, brak czasu i energii... Wszystko to sprawiło, że oddaliłam się od pisania, co tylko pogłębiło mój marazm. Najbardziej bolał mnie właśnie ten brak sił na tworzenie. A teraz, kiedy w powietrzu czuć już nadejście nowego roku, pozostaje to dziwne poczucie zawieszenia – niby spokój, ale nie do końca wiadomo, co ze sobą zrobić w te ostatnie dni 😒
W gruncie rzeczy cały ten miesiąc jest "marzamiczny", jak to mawia mój serdeczny przyjaciel, serdeczne pozdrowienia dla Ciebie 😚
Nie chcę brzmieć jak tani korporacyjny motywator (choć pracując w biurze, chyba jestem bliżej tego świata, niż chciałabym przyznać. A korporacyjne-motywacyjne bzdurki jednocześnie mnie bawią i… motywują. Jak to było? Nauka przez zabawę? Może coś w tym jest) ALE nie zamierzam się poddawać. Wręcz przeciwnie – chcę iść dalej, osiągnąć swój cel, skończyć tę historię i podzielić się nią z innymi.
Rok to przecież coś więcej niż jeden miesiąc. W 2024 nauczyłam się jednej bardzo ważnej rzeczy: stawiaj na siebie, podążaj za głosem serca i znajdź coś, czemu oddasz się w pełni.
To właśnie w tym roku zaczęłam aktywnie pracować nad Acta Est Fabula. Momentem przełomowym był koniec września, kiedy zbliżał się mój urlop. Nigdzie nie wyjeżdżałam, więc spojrzałam na siebie krytycznie i pomyślałam: „Ika, nosisz tę historię w sobie już ponad sześć lat. Jeśli nie teraz, to kiedy? Chcesz naprawdę spędzić ten tydzień na scrollowaniu telefonu?”. I tak od tamtego momentu pisanie stało się częścią mojej codzienności – mniej lub bardziej regularną, ale obecną. Nawet w momentach, kiedy nie mogłam siąść do tekstu, historia wciąż krążyła mi gdzieś z tyłu głowy, przypominając, że czeka na swoje miejsce na "papierze".
Podobno pierwsza połowa 2025 roku ma być dobrym czasem dla Bliźniąt ♊️ – mam nadzieję, że to prawda, bo plany mam ambitne, a część z nich już realizuję.
Z okazji nadchodzącego nowego roku życzę Wam wszystkim wytrwałości w dążeniu do swoich celów. I, co najważniejsze, odwagi, by stawiać na siebie i swoje dobro 💗 🥳
Tumblr media
4 notes · View notes
julianneczka · 4 months ago
Text
Hej wszystkim!
No to startujemy z blogiem! Jestem Julia, 26 lat na liczniku i na co dzień ogarniam pracę pielęgniarki w szpitalu w Leśnej Górze – gdzie naprawdę nigdy nie jest nudno. To miejsce pełne niespodzianek, wyzwań i codziennej dawki emocji, a ja każdego dnia odkrywam coś nowego, nie tylko o medycynie, ale i o sobie samej.
Od ponad roku jestem w Leśnej i w końcu postanowiłam coś z tym zrobić – tym razem dla siebie i dla Was. Chcę dzielić się wszystkim, co się dzieje w szpitalu (oczywiście bez zdradzania tajemnic pacjentów!), plus dorzucać trochę porad o zdrowiu, urodzie i fit lifestyle’u. Jeśli wpadacie do nas na oddział, to wiecie, że u nas sporo się dzieje – dramy, akcje ratunkowe, a czasem zwyczajne rozmowy, które pomagają złapać dystans.
Więc tak, ruszam z blogiem i mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać regularnie. W środy wrzucam pamiętnik z tego, co mnie poruszyło w pracy (czytaj: plotki w sam raz do cappuccino), a w piątki – coś bardziej w klimacie self-care i zdrowotnym, żeby każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie.
No to jedziemy!
Tumblr media
2 notes · View notes
myslodsiewniav · 1 year ago
Text
06-02-2024
Ale wczoraj był dziwny dzień...
Myśl taka: "Coś się musi zmienić, ale zamiast dowalać kolejnej rzeczy do grafiku muszę z czegoś zrezygnować, bo dalej tak nie pociągnę."
Oszczędności topnieją. Potrzebuję pracy. Bardzo. Jojczę o tym o tak dawna i NIC się nie zmienia... strasznie mnie to frustruje!
Jeszcze myślę o tym FOMO: pojechałam na weekend z rodziną mojego partnera, pojawiło się to rozedrganie wewnętrzne, prowadzenie wewnętrznych monologów, wyrzucanie sobie, że robię za mało, albo niewłaściwie, albo po prostu podkopywanie własnego poczucia wartości, swoich umiejętności, osiągnięć, poczucia wstydu, niedopasowania... a potem wróciłam do domu i przypomniało mi się, że przecież dobrze handluję w życie tym co mam, że przecież odpowiadam na ogłoszenia pracy, zapisuje się i realizuję kursy i szkolenia by podnieść swoje kompetencje, wyróżniono mnie w konkursie na szczeblu krajowym, ponad to mam fajny związek, świetny seks, mieszkanko, szyję "drugą pensję" na Vinted, wychowujemy pieska o którym marzyliśmy... Dbam o siebie najlepiej jak na tę chwilę mogę i faktem jest, że nie mam obecnie poczucia bezpieczeństwa odzwierciedlającego się w wynagrodzeniu - muszę polegać na partnerze i czuję, że to dla mnie trudne (bo nowe, bo inne mam doświadczenia).
A dlaczego mam FOMO? Bo mój chłopak mówił o kupnie samochodu - od kiedy mu odebrano auto i zmieniono stanowisko dojazd do pracy zajmuje mu masę czasu. Nie mówiąc o naszych studiach - jak mamy zjazdy to musimy odwieźć małą do moich rodziców. Stres związany z maratonem praca-dom-PKP-dom rodziców-PKP-dom i spanie jest duży i daje w kość. Dlatego myśleliśmy o samochodzie - na razie nieśmiało. Potem mój chłopak ustalił z tatem, że pożyczy od niego pieniądze na kupno auta, ale potem (ech) jego tata sam stracił pracę, więc póki co wszelkie dodatkowe inwestycje są wstrzymane... ALE Szwagier nr 2 w weekend wystrzelił, że kupuje samochód. Sam ma trochę grosza, ale resztę dołożą mu rodzice, dziadek i chrzestny. Szczęśliwy zaczął snuć plany. No i zaczęło się przeliczanie, pytanie mojego faceta o porady itp. Zajarał się. Ale też było to dla niego trudne... Tym bardziej trudne, że o ile jako zapalony moto-maniak chętnie dzieli się wiedzą i chce jak najlepiej doradzić, podczas, gdy ma z siostrą taką dynamikę, że sobie wzajemnie dokręcają śrubę i złośliwie żartują "ja mam, a ty nie-eee!". Niby to żarty, ale może być trudne, szczególnie, że sam był miesiąc temu tak blisko kupna auta dla nas...
Co jeszcze... siostra mojego partnera znalazła pracę. Ona jest zadowolona z tego, że pracę ma i że ma dochód - dochodzik jest niewielki, nadal polega na wsparciu rodziców i partnera, a praca to (moim zdaniem) najgorszy syf dla studentów, pracowałam tak i nie wrócę do tego, bo się pochoruję, okropna branża i praca. Ale jej po pierwszym miesiącu się podoba, więc super.
Niemniej wyszło mi mimowolne porównanie - ja nie mogę znaleźć pracy, ale prycham na robotę, którą ma ona. A ma pełny etat i zarabia więcej (trochę, ale jednak) niż ja na swoim 1/2 etatu. Ale z drugiej strony ma miękkie lądowanie wsparcie w rodzicach.
No właśnie... moi rodzice, tata się niespodziewanie wysypał, że teraz mu i mamie nie starcza na przeżycie, że muszą dorabiać, pożyczać. Że jeszcze 5 lat temu myślał, że z taką emeryturą jaką obydwoje mają będzie ich czekać spoko starość, a tym czasem jest źle... No i mi się płakać chce, bo nie mam jak im w tej chwili pomóc...
Ale to jest tak abstrakcyjna wizja dla siostry mojego chłopaka i jej partnera, że rodziców może nie być stać na własne życie, a co dopiero na wsparcie dzieci czy wakacje (bo oczywiście była licytacja miejsc podróży w które można zabrać się "ze sponsorami" czyli rodzicami :P). Ech.
Trudno mi. Czuję się jakaś taka nieadekwatna w tych kontaktach i w systemie wartości zbudowanym na tak innych doświadczeniach życiowych. I myślę, że mój partner tego do końca też nie łapie. Mówi, że łapie, wierzę, że chce, ale nie przeżył tego i nie wie jak mi to rozrywa serce.
Ja się czuję zagrożona. Od pół roku. Czuję się odepchnięta, niewybierana, nie dość zdolna.
Co jest bez sensu - bo mam podkopane poczucie własnej wartości pracą! I chujowym zachowaniem Zarządu, mojego szefa i jego kolegów. To nie jest obiektywna prawda o mnie czy coś. Robię dużo by zmienić swoją sytuację. Poza tym wybiera mnie mój partner, mój piesek, kochają mnie rodzice.
Po prostu cały mój organizm jest w trybie przetrwania - potrzebuję większej stabilności finansowej.
I musze ogarnąć co robić kosztem czego... Z czego zrezygnować...?
Z jeszcze innej strony - cieszą mnie te moje studia. Mam szansę zawalczyć o stypendium. To stypendium zmieniłoby tak wiele w perspektywie najbliższego pół roku! A do tego dziś rozmawiałam z panią od Erasmusa. Jest opcja, żebym wraz z moim chłopakiem i naszym pieskiem wyjechali na semestr do innego kraju. Będziemy dostawać ofc wsparcie programowe, oczywiście fajnie by było móc wówczas pracować zdalnie, ALE wciąż jest opcja, że będziemy mogli dostać stypendium. Nie wiem jak będzie. Marzyłam o tym KIEDYŚ, myślałam, że to już nie ma szans się zrealizować. Przynajmniej nie w ten sposób, nie przez wymianę studencką, ale MOŻE uda się? Pani z biura powiedziała, że studenci naszych kierunków znajdują bardzo dobre uczelnie w Hiszpanii, Szwecji i Portugalii, że program się tam pokrywa mniej-więcej. Odradza nam Włochy, ale nie ma pojęcia dlaczego nic nie wie o Francji xD - jakoś nikt od nas nie wybierał tego kraju jako kierunku docelowego.
Zobaczymy.
Ech. Podsumowując:
brakuje mi czasu, muszę z czegoś zrezygnować.
brakuje mi poczucia bezpieczeństwa, ale w końcu odważam się marzyć z rozmachem
muszę skupić się na zaliczeniu semestru xD
mam w tym tygodniu jeszcze 3 projekty na zaliczenie do zrobienia
w tym tygodniu muszę zrobić logo dla teścia.
Z rzeczy, które były bardzo ważne, a je zrobiłam: ugotowałam pieskowi jedzonko, ukąpaliśmy pieska (śmierdoliła okropecznie), ugotowałam duży obiad, teraz trzeba zrobić zaległe pranie i wystawić coś na Vinted.
Mój chłopak ma motywacje do trzymania liczenia kalorii - jutro albo dziś będzie robić pączki na erytrytolu.
A ja czekam na wypłatę... która nie nadchodzi... ZNOWU... i znowu mi z tym źle...
Warto zrobić (ale chyba już nie w tym tygodniu, brakuje mi doby na to) CV w języku polskim i angielskim. Dobijać się do babki od zdjęć o to by wysłała mi te zdjęcia wizerunkowe xD (poinformowała mnie, że wyśle pod koniec marca xD bo jedzie na wakacje, i nara xD).
W tym tygodniu widzę się z siostrą - mam nadzieję, że będzie fajnie.
12 notes · View notes
mothylarka · 2 years ago
Text
Powracam że świat w glorii i chwale. Nie wiem czy byłabym w stanie wytrzymać jeden dzień dłużej. N. też jest wymęczony, bo gdy zapowiedziałam o której będę z powrotem natychmiast zaznaczył, że w takim razie zabierze się ze świąt rodzinnych wcześniej. Nie wiem czy odbierze mnie z dworca (byłoby fajnie, ale nie wymagam). Staram się za dużo przy nim nie zrzędzić, ale odreagowuję mówiąc i jego oraz mojej rodziny poglądy na to i owo są tak rozbieżne, że czasem muszę go stratować tekstami, które zasłyszałam żeby upewnić się, że to nie ja zwariowałam.
Żeby dać Wam malutki smaczek, to zostałam niemalże pochwalona za zakup biletu powrotnego w pierwszej klasie (w tym przypadku wzięłam, bo różnica wynosiła 20 zł i uznałam, że muszę się trochę porozpieszczać na odreagowanie, a bezprzedziałowy był zajety). Zwykle słyszę o tym, że trzeba było kupić bilet w pierwszej i że dziadujemy. No to tym razem dostałam kilka reprymend za kupowanie biletu w pierwszym wagonie od czoła pociągu, bo to mniej bezpieczne miejsce. Wuj z tym, że pierwsza klasa jest tylko w tym jednym wagonie.
Nie będę Wam teraz rantować na poziom neurotyzmu, który musiałam znieść, ale dam Wam jeszcze jedną anegdotkę. Mój brat nienawidzi gaci-bokserek. Kiedyś mama chciała mu dać wielopak (mój brat jest grubo po 30 i zarabia więcej niż moi rodzice, ale wiecie jak jest), przedstawił dosadnie i wielokrotnie swoją opinię i zostały w domu. Otóż całą jego gaciowa szuflada byla teraz wypchana bokserkami, z tuzin par. Jak to tłumaczyć? Po jakiejś kolejnej argumentacji moja mama była gotowa wyrzucić te wielopaki (z kartonikami itd, nigdy nie pranę i nie noszone) do PCK, ale wyraziłam wątpliwość czy akceptują bieliznę z kontenerów i zaoferowałam, że sama je wezmę. Tu mam dwa plany; albo zbiorka na Ukraińców albo telefon do chłopaka który na moim lokalnym kontenerze zostawił ogłoszenie, że potrzeba mu ubrań.
Przyznaje też, że zabrałam się za te zapasy gaci, bo wykalkulowalam, że ograniczy to przestrzeń w mojej walizce i nie dostanę aż tyle szybko psującego się żarcia. Żarcie które psuje się wolno dostaje mój brat, bo jedzie 2,5h dłużej. I tak moja walizka jest ciezka ponad standardy, bo wożę serki homo i inne rzeczy, które powinny być w lodówce.
Podczas dzielenia się święconką nie było mi dane wziąć sobie jajka samemu, matka podstawiając mi talerz wrzuciła mi jajko do żurku sama "żeby przyspieszyć proces". W pewnym momencie odsunięto ode mnie coś co jadłam, bo jakoś "krzywo leży". Powiedziałam, że mam już koncepcję na sukienkę na wesele, na które idę. Matka wyciągnęła sukienkę. Wyraziła żal, że nie przymierzam. Odpowiedziałam, że jej nie chce (nie noszę dekoltów w łódeczki, źle leżą). Potem był jeszcze żal, że wyjęłam ją z walizki, w którą mi wsadziła.
Cała "moja" szafą w domu jest wypchana moimi łachami z liceum i mnóstwem ubrań, których nie pamiętam. Trudno mi było coś znaleźć, bo wszystkie były kusawe i plastikowe, nie dało się też ich przeglądać, bo wszystko jest stłoczone do granic możliwości. Powzięłam postanowienie, by większość wywalić, ale boję się, że zrobię tylko więcej miejsca na niechciane prezenty.
Tu się zatrzymam, żeby było jeszcze lajtowo.
N. wysłał mi zdjęcie otrzymanej gorzkiej czekolady, która jego mama mu wciąż kupuje, a której on nie lubi. Odpisałam, że możemy handlować (ja dostaje czekolady słodzone słodzikami, których nie lubię).
Dziś jeszcze muszę ulepić pierogi z resztek, które mam w lodówce. Jutro z największą przyjemnością pójdę do pracy. W przyszłym tygodniu (gdy będę już po okresie) idę naprawić 3 zęby, tak mi dopomóż Bóg.
9 notes · View notes
pseudohomerycki · 2 years ago
Text
Jak zostałem hellenistą?
Χαίρετε! Dlatego, że zaczynam moją przygodę z blogowaniem, postanowiłem powiedzieć parę słów o sobie, żebyś wiedział czyje słowa czytasz.
Mam na imię Aleks. Jestem 23 letnim niebinarnym grzybem (ono/on/jego), a także co najważniejsze w tym przypadku, hellenistą. Swoją praktykę z bogami greckimi zacząłem ponad 2,5 roku temu. Przez pierwszy rok używałem zupełnie innych metek niż robię to teraz, byłem czarownicą/osobą praktykującą magię/osobą współpracującą z bogami-z bogami greckimi, aż w końcu politeistą hellenistycznym.
Do tego określenia ciągnęło mnie bardzo długo, ale w głowie tańczyło mi wiele niepewności. Wynikały one głównie z traumy katolickiej i niskiego poczucia własnej wartości. Przez conajmniej pół roku myślałem o tym kim jestem i jak chcę się określać, i w końcu dotarłem do wniosku, że hellenizm zawsze był odpowiedzią na moje zagubienie religijne.
Pierwsza przyszła Demeter. Otworzyła mi oczy na fakt, że rzeczywiście bogowie istnieją i można z nimi rozmawiać. Wcześniej nie byłem pewien czy w ogóle w nich wierzę, choć od kilku dobrych lat zdawałem sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach wciąż istnieją ludzie wyznający dawne wierzenia pogańskie. Było mi dziwnie dopuścić to do siebie, ale z czasem zacząłem odpuszczać blokady jakie stworzył mój mózg.
Dotarło do mnie, że przez te wszystkie lata broniłem się przed bogami i przed doświadczaniem ich. Odpychałem wiedzę o nich i o swojej przynależności do tej religii. Bałem się i sądziłem, że wyjdę na głupka, jeśli zacznę mówić ludziom że wierzę w bogów greckich.
Ten strach i fałsz z jakim przedstawiane są mity, sprawił że wyparłem tak dużą część mnie na wiele lat. Mówię na wiele lat, ponieważ, choć dopiero parę lat temu zacząłem aktywnie pracować i czcić bogów, już od dzieciństwa miałem z nimi kontakt.
Pamiętam wiele sytuacji w których doświadczałem ich obecności.
Pamiętam jak modliłem się i jak podświadomie znałem pewne zasady i tradycje starożytnych Greków.
Pamiętam jak ukazywali mi się, jak dawali znaki i zmieniali moje życie.
Zawsze, nawet gdy już społeczeństwo dookoła wmawiało mi szkodliwe poglądy i ograniczenia, pamiętam jak czułem ich obecność i jak ciągnęło mnie do tej kultury i panteonu. To było moje miejsce. Nie rozumiałem czemu inni tego nie wiedzą, czemu próbują narzucić mi inną perspektywę i czemu, wychodzi na to, jedynie ja tak się czuję.
Zajęło mi to dłuższy czas, ale wreszcie, te prawie trzy lata temu, wróciłem do domu. Zacząłem przynajmniej.
Dekonstrukcja wpływów katolickich była ciekawym, choć momentami ciężkim doświadczeniem i zdziwiło mnie jak bardzo ta wiara, do której nigdy nie czułem przynależności i której nie brałem na poważnie, pozmieniała mi w głowie.
Przeszedłem swoją ateistyczną fazę, później przyszedł agnostycyzm, new age, Wicca, ponowne uznawanie się za agnostyka choć tym razem pod znakiem zapytania, i hellenizm.
Moją patronką jest Afrodyta i będę starał się u niej o kapłaństwo. Czczę również Hadesa, Persefonę, Aresa, Atenę i Apolla. Jestem wyrocznią zainicjowaną przez Apolla, więc pod tym względem on również mi przewodzi. W mniejszym stopniu, ale wciąż oddaję cześć Artemidzie, Dionizosowi, Herze, Zeusowi i Posejdonowi.
To tak ogólnie. Tymczasowo pracuję również z kilkoma Pierwotnymi bóstwami. Ogółem mam. kontakt z wieloma z nich, i rozmawiałem z dużą częścią panteonu.
Niektóre relacje wciąż nazywam współpracą, choć jest to bardziej nowoczesny zwrot, ale to dlatego by łatwiej było mi pokazać różnice w tych relacjach i na czym one polegają. Byty przychodzą i odchodzą, niektórych czczę nawet jeśli nie mamy stałego kontaktu i nie pomagają mi z niczym, a innym dziękuję i trzymam w pamięci celebrując od czasu do czasu w dzień im zadedykowany.
Oprócz hellenizmu zajmuję się tarotem i magią.
Więc tak, jestem hellenistą, tarocistą i magikiem, i jak widać choć starożytna kultura i tradycja mają dla mnie ogromne znaczenie, nie wzbraniam się od nowoczesnego podejścia do praktyki.
Teraz już wiesz z kim masz do czynienia. Zostaniesz?
Tumblr media
6 notes · View notes
mamwdomuszafe · 9 days ago
Text
Mgła
Uważajcie na mgłę, bo jest zdradliwa
Od tego autobusu zaczynało się poznawanie świata przez mieszkańców wioski. Wcześniej nie za bardzo orientowali się, co też znajduje się za tymi górami, które w piękny, pogodny dzień lśniły srebrzyście w słońcu. Tak naprawdę, niewiele ich to obchodziło. Mieli miasteczko oddalone o kilka kilometrów, gdzie raz w tygodniu zawozili swoje plony, by sprzedać je na lokalnym bazarze. Nawet te wycieczki były dla niektórych, aż nadto odważne, mieszały im w głowach kolorowe domy, brukowane ulice, obsychające po nocnej wilgoci, która, choć nie było jej już widać, siadała na ubraniach, twarzy, włosach.
Tego dnia, staremu Józefowi to nawet wydawało się czasem, że przez tę mgłę, zaczyna zanikać. Siedział, przyglądając się w skupieniu dłoniom. W końcu, po dłuższych oględzinach złapał za leje i potrząsając nimi energicznie, wołał do starej szkapy ciągnącej wóz:
- Wio Baśka, wio! Bo ta przeklęta mgła pożre nas, zanim dojedziemy na miejsce.
Mgła, szczególnie upodobała sobie Ptasi Wąwóz ciągnący się przez ponad kilometr. Czaiła się na drzewach i w krzakach, pełzła po ziemi jak porzucona kochanka, łapiąc się kół i końskich kopyt, co skutkowało tym, że przerażony koń stawał dęba i nie chciał dalej iść. Stary Józef zsiadł z wozu i założył mu na łeb jutowy wór i idąc koło niego, mówił łagodnym głosem:
- Oj, Baśka, Baśka i czego ty się głupia boisz? Przecież to tylko zwykła mgła, nic ci nie zrobi. Zaraz wąwóz się skończy i wyjdziemy na drogę. Tam już tylko pola wokół, to będziesz spokojniejsza. O, zobacz, kopnąłem nogą i ta przeklęta mgła się rozeszła.
Kłamał. Mgła nie chciała się rozstąpić, uparcie owijała się wokół nóg, czasem nawet sięgając do kolan. Koń wyczuwał strach Józefa, jego przyspieszone bicie serca i nawet spokojny ton głosu nie był w stanie go zmylić.
- Prr. Poczekaj staruszko, zapalę lampę, bo coś szybko dziś zmierzch zapada. O widzisz – powiedział po chwili – od razu lepiej.
Szedł, trzymając w lewej ręce uzdę, a w prawej, podniesionej nieco do góry starą lampę naftową, rzucającą nieco światła wokół.
- Czekaj, dam ci trochę owsa, żebyś zajęła się jedzeniem, to może nie będziesz tak się bać. Zawiesił na szyi Baśki karmiak wypełniony owsem i poklepał ją po karku:
- Idziemy, już niewiele nam zostało, żeby wyjść z tego przeklętego wąwozu. Trochę się zagadałem z Domańskim, może i wypiło się o jednego za dużo, ale, raz na jakiś czas każdemu się może przytrafić. Popatrz, toż to chatka Szymona pustelnika. Gdyby było trochę widniej, to byśmy zaszli do niego, trochę sera bym mu dał, chleba, a i ziemniaków bym nie poskąpił.
- Szczęść Boże, Józefie.
Zanim usłyszał znajomy głos pustelnika tuż obok, odezwał się puszczyk, tym swoim krzykiem, sprawiając, że włosy stawały dęba. Koń zarżał nerwowo i Józef przytrzymał go za uzdę, zatrzymując w miejscu.
- O Matko Najświętsza, ależ mnie brat wystraszył, mało mi serce nie wyskoczy!
- Od kiedy to Józef taki strachliwy?
- Od kiedy, od kiedy? Żadna przyjemność plątać się w nocy po tym przeklętym wąwozie.
- Jaka tam noc, Józefie. Toż to ledwo słoneczko zaszło. Nie ma się czego bać, nic złego się tu nikomu nie stanie. Może zajdziesz do mnie Józefie na naparsteczek naleweczki.
- E, nie. Późno już. Może jutro przyjadę, za dnia. Przywiozę bratu trochę sera i chleba.
- O ziemniakach Józef już zapomniał?
- O ziemniakach? A, o ziemniakach! Nie, no gdzież bym zapomniał. Jutro, braciszku, jutro przyjadę.
Chuda, wysoka postać z narzuconym na głowę kapturem pochyliła się nieco do przodu i cichym głosem rzekła:
- Wypijemy nieco naleweczki od Wasiuka. Orzechowa, zeszłoroczna, dobra na strach, a potem cię odprowadzę do końca wąwozu, aż do pola Kalisiaka. Zrzucisz trochę ziemniaków, to i koniowi będzie lżej iść.
Józef podrapał się pod czapką, rozejrzał w gęstniejących ciemnościach i rzekł:
- No niech i tak będzie, ale żeby mnie brat do samiutkiego pola Kalisiaka odprowadził. Tylko bez tego wstrętnego ptaszyska, proszę.
- Och, Tymoteusz jest przecież takim spokojnym ptakiem, zupełnie niegroźny.
- Ja tam wolę, żeby się za mną nie pałętał i konia mi nie straszył.
****
- Widzisz staruszko, już niedaleko chałupy jesteśmy. Babuleńka pewnie tam już od dawna wygląda, zamartwia się, gdzież my to przepadli po nocy. Przyznać trzeba, że ten Wasiuk nalewkę dobrze wyszykował. Palce lizać. Bo to widzisz, droga Basiu - chwilach szczególnego rozczulenia, stary Józef mówił do klaczy, Basiu – Człowiek nie jest taki, żeby z drugim człowiekiem nie usiąść i nie porozmawiać, a że przy tym ździebko się napije, toż i rozmowa lepiej się układa. Teraz tylko moją babuleńkę muszę jakoś udobruchać, a to już takie łatwe nie będzie, oj nie.
***
- Na miłość boską, gdzieś ty się stary włóczył! Czy ty wiesz która godzina? Już myślałam, że cię jakieś złe licho porwało.
- Oj, Cecylko, daj spokój. Trochę się w mieście zagadałem z Domańskim, a potem w tym przeklętym wąwozie spotkałem brata Szymona, no i zaprosił mnie do siebie, wypiliśmy troszku nalewki od Wasiuka, przyznać trzeba, palce lizać, zna się Wasiuk na robocie. Odprowadził nas brat Szymon, aż do pola Kalisiaka, a potem to już prosta droga była. Baśka trochę się bała, jak ta mgła się podniosła, ale dzięki Bogu i bratu Szymonowi, jakoś przebrnęliśmy tę mgłę.
- O czym ty mówisz, stary durniu. Jaki brat Szymon, jaki wąwóz. Toż to będzie już z rok, jak zmarł brat Szymon. Ludzie mówią, że ta mgła go dopadła, bo ona podstępna jest, potrafi zwieść na manowce, tak, że ludzie wariują. Z nim też ponoć tak było. Zwariował braciszek i powiesił się na starym dębie. Jak go ludzie znaleźli, to, to ptaszysko, co za nim tak latało, oczy mu wyłupiło. Młody Kaliciak mówił, bo to on go znalazł.
- Co ty, Cecylko mówisz? Toż ja z nim przecie nalewkę pił dzisiaj.
- Urżnąłeś się stary w mieście, usnąłeś w autobusie i przyśnił ci się, ot co.
- No co ty, Cecylko? A nasza Basiulka, co nie chciała przez wąwóz iść, bo mgły się bała? No przecież ona w stajni stoi teraz, odpoczywa bidulka jedna.
- Człowieku, toż nasza szkapa zdechła! Będzie już z rok. No tak, to było w tym czasie, jak brata Szymona znaleźli.
- Rany Boskie! Rany Boskie – stary Józef złapał się za siwe włosy.
- Idź spać Józek! Za dużo wypiłeś w mieście. Dobrze, żeś chociaż do chałupy trafił, bo to od pekaesu kawałek drogi jest, a mgła dziś taka, że łatwo zbłądzić.
0 notes
urbaniakjakub · 11 days ago
Text
Tumblr media
Fiat 126p – mały wielki samochód
Fiat 126p to samochód, który na stałe wpisał się w historię polskiej motoryzacji. Przez lata był symbolem mobilności i marzeniem wielu rodzin. Mimo niewielkich rozmiarów i skromnej mocy stał się ikoną, która do dziś budzi sentyment i sympatię. Produkowany przez Fabrykę Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej i Tychach, Fiat 126p zmotoryzował Polskę, stając się najczęściej spotykanym autem na polskich drogach w latach 70. i 80.
Historia powstania modelu
Fiat 126 został zaprezentowany po raz pierwszy w 1972 roku na Salonie Samochodowym w Turynie jako następca legendarnego Fiata 500. Włoska konstrukcja była nowoczesną interpretacją małego, miejskiego auta, które miało być tanie w produkcji i eksploatacji. W Polsce produkcja modelu rozpoczęła się w 1973 roku na podstawie licencji wykupionej od włoskiego Fiata. Wkrótce auto zdobyło ogromną popularność, a z czasem stało się podstawowym środkiem transportu milionów Polaków.
Charakterystyka techniczna
Fiat 126p był samochodem o niewielkich gabarytach – jego długość wynosiła nieco ponad 3 metry, co czyniło go niezwykle zwrotnym i łatwym do parkowania. Auto napędzał dwucylindrowy silnik o pojemności 594 cm³ (później zwiększonej do 652 cm³ i 704 cm³), umieszczony z tyłu, co nadawało mu charakterystyczny wygląd. Moc wynosząca początkowo 23 KM nie imponowała, ale była wystarczająca do miejskiej jazdy i krótkich tras. Napęd przekazywany był na tylne koła poprzez czterobiegową manualną skrzynię biegów.
Miejsce w kulturze i społeczeństwie
Fiat 126p stał się nie tylko środkiem transportu, ale również symbolem epoki. Dla wielu rodzin był to pierwszy własny samochód, a podróże nim, choć często niewygodne i wymagające licznych postojów, były niezapomnianym przeżyciem. „Maluch”, bo tak potocznie nazywano Fiata 126p, miał ogromne znaczenie dla codziennego życia w Polsce Ludowej, umożliwiając przeciętnym obywatelom niezależność transportową.
Jego kultowy status przetrwał do dziś – liczne egzemplarze zostały odrestaurowane i są obecnie używane przez miłośników motoryzacji jako auta kolekcjonerskie. Współczesne spotkania miłośników Fiata 126p oraz liczne rajdy i zloty przypominają o tym, jak ważną rolę odegrał w historii Polski.
Zmiany i modernizacje
W ciągu kilkudziesięciu lat produkcji Fiat 126p przeszedł kilka modernizacji. W 1977 roku wprowadzono model 126p FL, który wyróżniał się nowym wnętrzem i większą ilością plastikowych elementów. Kolejna wersja, 126p EL, zyskała nieco bardziej zaokrąglone zderzaki oraz poprawione oświetlenie. Ostatnia generacja, znana jako 126p ELX, miała już katalizator i nieco lepsze wyposażenie.
Mimo że konstrukcja nie uległa znaczącym zmianom, każda modyfikacja miała na celu dostosowanie samochodu do zmieniających się standardów i wymagań użytkowników. W 2000 roku produkcja Fiata 126p dobiegła końca, a ostatnie egzemplarze otrzymały specjalne oznaczenie „Happy End”.
Problemy i wady modelu
Fiat 126p miał wiele zalet, ale nie był wolny od wad. Małe wnętrze sprawiało, że jazda w cztery osoby była bardzo niewygodna, szczególnie na dłuższych trasach. Głośny silnik i ubogie wyposażenie również stanowiły pewne utrudnienia. Dodatkowo awaryjność i niska odporność na korozję sprawiały, że właściciele często musieli zmagać się z naprawami.
Mimo tych niedogodności samochód cieszył się ogromną popularnością, głównie ze względu na swoją przystępną cenę i niskie koszty eksploatacji. Był to samochód dla każdego – zarówno dla rodzin, jak i młodych kierowców rozpoczynających swoją przygodę z motoryzacją.
Dziedzictwo i współczesne znaczenie
Dziś Fiat 126p jest już rzadkością na drogach, ale jego legenda trwa. Wiele osób kolekcjonuje te auta, a odrestaurowane egzemplarze osiągają coraz wyższe ceny. „Maluch” pojawia się na licznych wydarzeniach motoryzacyjnych, a jego charakterystyczny kształt wciąż budzi uśmiech na twarzach przechodniów.
Fiat 126p stał się ikoną polskiej motoryzacji i symbolem epoki, w której posiadanie samochodu było czymś wyjątkowym. Choć technologia poszła naprzód, a nowoczesne auta oferują znacznie większy komfort i bezpieczeństwo, dla wielu Fiat 126p pozostanie na zawsze wyjątkowym wspomnieniem.
0 notes
maksimlustiger · 4 months ago
Text
Cogito....Ergo Sum
Niemal paranoicznie zakotwiczona świadomość w tym, co minione....odległe o trzy dekady...... pragnęłabym nie ulegać przemijaniom.........
Obsesyjne....trwożne trzymanie się obrazu wkomponowanego w pamięć.....doświadczonego......egzystencjalnie mierzalnego.........
Zapisy miejsc i ludzi.......którzy się nie zmieniają.
Ich twarze i sposób bycia pozostaje ten sam od zawsze.
Jakby kolejne lata i zimy nie pozostawiały na skórze linearnych wyznaczników czasu........
Aberracja.......niewyrażalność znikomej natury.....dla poczucia bezpieczeństwa. Tworzenie fikcyjnej rzeczywistości, gdzie nie podlega się tyranii śmierci.
Jestestwo dotkliwie skorumpowane przez teraźniejszość , która stosownie do działającego sekundnika staje się jutrem.
Żałuję , zmarnowanego ułamka istnienia....Tu na Ziemi bowiem nie ma taryfy ulgowej dla żadnej Istoty.....Każdy , choćby najwprawniejszy pokerzysta , mimo licytacji z Czasem.....w naturalnej koleinie rzeczy ziemskich obumera .......stosownie do wiekuistej konstrukcji miejsca w Kosmosie.
Świadomość jednak czyni ze mnie Utopijnego Wędrowca....dla którego Czas i Przestrzeń to jedynie znaczniki logicznej matematyki języka........
Jednak wciąż we mnie ........Cogito ......ponad zmysłowe.........
Zatem .........Jestem.
1 note · View note
realestateglory · 5 months ago
Text
Ile trzeba mieć na mieszkanie z ogródkiem
W jakiej cenie kupimy nowe mieszkania z ogródkami? Jak duże jest nimi zainteresowanie? Czy są droższe od lokali bez ogródków? O ile? W których inwestycjach je znajdziemy? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.
Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii
Mieszkania z ogródkiem są dostępne we wszystkich naszych projektach. Lokale tego typu, szczególnie w kameralnych inwestycjach o niskiej zabudowie, cieszą się dużym zainteresowaniem wśród naszych klientów. Ceny mieszkań z ogródkiem są zróżnicowane w zależności od inwestycji, zaczynają się od 7150 zł/mkw. w przypadku osiedla Ogrody Wojszyce we Wrocławiu. W ofercie dostępne są lokale o powierzchni do 160 mkw.
Agnieszka Majkusiak, dyrektor sprzedaży Atal
Mieszkania z ogródkami realizowane są w większości naszych projektów i cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Są dla klientów namiastką przydomowego ogródka. Po okresie nasilonej pandemii zauważyliśmy większe zainteresowanie mieszkaniami czteropokojowymi na parterze, zaczęliśmy więc częściej projektować je w naszych inwestycjach.
Bardzo często w takiej przestrzeni klienci aranżują sobie mini ogrody, strefy do wypoczynku, czy też tworzą miejsce zabawy dla swoich pociech. Mieszkania parterowe z ogródkami cieszą się także zainteresowaniem osób starszych, które chętnie wypoczywają we własnej zielonej przestrzeni, a prace ogrodowe sprawiają im przyjemność. Nabywcy posiadający psy również doceniają ogródki, które umożliwiają ich pupilom przebywanie na zewnątrz.
Kupujący nie płacą za sam ogródek, gdyż jest on wliczony w cenę całego mieszkania. Czasem stanowi dodatkową część przestrzeni tarasowej, którą w cennikach ujmuje się jako balkon. Jeśli powierzchnia ogródka jest nieduża, różnice cenowe również nie są duże. W przypadku większych jednostek o metrażu 100 - 200 mkw., szczególnie tych atrakcyjnie usytuowanych, cena za mkw. mieszkania jest wyższa niż w przypadku mieszkania np. na pierwszym piętrze.
W łódzkiej inwestycji Atal Aura mieszkanie o powierzchni 71 mkw. z ogródkiem 11 mkw. kosztuje ponad 681 tys. zł. W projekcie Modern Helenów lokal o metrażu 28 mkw. z ogródkiem wielkości 18 mkw. można kupić w cenie 365 tys. zł. W osiedlu Nowe Miasto Polesie w Łodzi oferujemy lokal wielkości 63 mkw. z ogródkiem 100 mkw. za 551 tys. zł.
We Wrocławiu w inwestycji Atal Strachowicka mieszkanie o powierzchni 41 mkw. z ogródkiem 46 mkw. jest dostępne w kwocie 521 tys. zł, a lokal wielkości 56 mkw. z ogródkiem 116 mkw. można nabyć za 678 tys. zł.
W poznańskich Naramowicach Odnova na mieszkanie o metrażu 70 mkw. z ogródkiem o powierzchni 116 mkw. trzeba mieć ponad 666 tys. zł.  
W projekcie Galaktyczna w Gdańsku mieszkanie 72 mkw. z ogródkiem wielkości 114 mkw. oferujemy za 781 tys. zł.
Małgorzata Ostrowska, dyrektorka Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction
Mieszkania z ogródkiem cieszą się dużym zainteresowaniem, szczególnie wśród osób z małymi dziećmi czy zwierzętami. Ogródek jest praktycznym rozwiązaniem, pełni też rolę rekreacyjną. Często na zakup mieszkania z ogródkiem decydują się osoby, które np. z powodów finansowych nie mogą sobie pozwolić na nabycie domu z ogrodem. Ceny mieszkań z ogródkiem różnią się w naszych inwestycjach w zależności od wielu czynników, w tym lokalizacji.
W projekcie Apartamenty na Wzgórzach w Zawadzie k. Myślenic mieszkanie o powierzchni 35 mkw. z ogródkiem 32 mkw. mamy w sprzedaży w cenie ponad 380 tys. zł.  
W Osiedlu Kościuszki w Chorzowie mieszkanie o powierzchni 45 mkw. i ogródkiem o metrażu 22 mkw. można zakupić za 419 tys. zł.
W warszawskiej inwestycji Zielony Lewandów lokal wielkości 42 mkw. z ogródkiem 28 mkw. kosztuje 639 tys. zł. W projekcie Naturalnie Aluzyjna w Warszawie w sprzedaży jest np. mieszkanie 52 mkw. z ogródkiem 78 mkw. w cenie przeszło 735 tys. zł.
Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper
Mieszkania z ogródkami cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem klientów. Przygotowujemy ofertę w taki sposób, aby wpisywała się w potrzeby przyszłych mieszkańców, dlatego mieszkania z ogródkami są dostępne w niemal każdej naszej wrocławskiej inwestycji.
Na terenie osiedla Lokum la Vida położonego przy ul. Herbsta obecnie w ofercie posiadamy mieszkania o metrażach 33 - 72 mkw., do których przynależą ogródki o powierzchniach do 50 mkw. Dzięki temu nabywcy, którzy decydują się na mniejszy lokal, mogą cieszyć się urokami posiadania prywatnego ogródka. Najbardziej atrakcyjne cenowo lokum z ogródkiem o powierzchni 20 mkw. ma powierzchnię 33 mkw. i jest dostępne za 529 tys. zł.
Lokum Verde zlokalizowane na wrocławskim Zakrzowie to gotowe osiedle, którego znakiem rozpoznawczym są dziedzińce pełne urozmaiconej zieleni. W sprzedaży pozostało jeszcze kilka mieszkań z ogrodami. Najtańsze o wielkości 63 mkw. z ogródkiem o powierzchni 18 mkw. można w nim nabyć za 779 tys. zł.
W podwrocławskiej Sobótce, tuż przy Ślężańskim Parku Krajobrazowym powstało osiedle Lokum Monte. Atrakcyjna lokalizacja w otoczeniu lasów i wzniesień, prywatna strefa wellness oraz wysoki standard sprawiają, że jest to doskonały wybór dla poszukujących wytchnienia i bezpośredniego kontaktu z przyrodą. W ofercie inwestycji pozostały ostatnie wolne mieszkania, w tym trzypokojowe z dwoma ogrodami o powierzchniach 16 mkw. i 29 mkw. w cenie 709 tys. zł.
Agnieszka Gajdzik – Wilgos, Manager ds. sprzedaży w Ronson Development
W warszawskim Ursusie Centralnym zainteresowanie mieszkaniami z ogródkiem nie jest tak duże, jak mieszkaniami z tarasem. Jednak im większy ogródek, tym atrakcyjniejszy lokal. I tu cena może iść lekko do góry. Obecnie rozpiętość cen wynosi od ok 13.000 zł -16.244 zł za metr kwadratowy. Przykładowo 70-metrowe mieszkanie z ogródkiem o powierzchni 50 metrów kupić można za 908 960 zł.
W osiedlu Miasto Moje mieszkania z ogródkiem wybierają rodziny z dziećmi, także dlatego, że są to mieszkania tańsze, niż te na wyższych piętrach. Tu najtańsze 27-metrowe mieszkanie z 11-metrowym ogródkiem kupimy za ok 460 tys. zł.
W kameralnej inwestycji Zielono Mi na warszawskim Mokotowie mieszkania z ogródkiem cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Najtańsze, 44-metrowe z ogródkiem o powierzchni 56 metrów kupić można za ok 780 tys. zł. W Poznaniu w osiedlu Grunwald Między Drzewami najtańsze mieszkanie z ogródkiem ma powierzchnię 27 mkw. i 16-metrowy ogródek. Kosztuje około 350 tys. zł.
W Szczecinie mieszkania z ogródkami są dostępne w obu naszych inwestycjach – Nowe Warzymice oraz Nowa Północ. Jest dość spore zainteresowanie takimi mieszkaniami, aczkolwiek kryterium ceny zawsze jest na pierwszym miejscu.
W inwestycji Nowa Północ ceny mieszkań z ogródkami są wyższe od lokali o podobnym metrażu bez ogródka i kształtują się w przedziale 11 000 – 17 000 zł/mkw. brutto. Najtańsze, 26-metrowe mieszkanie z 13-metrowym ogródkiem kupimy za 300 tys. zł.
W inwestycji Nowe Warzymice są tylko mieszkania z ogródkami. I tu przykładowo lokal wielkości 67 mkw. z ogródkiem o metrażu 42 mkw. kosztuje przeszło 710 tys. zł.
Agata Zambrzycka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Aurec Home
Mieszkania z ogródkiem szybko znikają z naszej oferty sprzedażowej, głównie dzięki rosnącej potrzebie posiadania prywatnej przestrzeni zewnętrznej. Lokale z ogródkiem są dostępne w ekologicznym Miasteczku Jutrzenki i industrialnej Fabrica Ursus.
Z doświadczenia wiemy, że nabywcy cenią sobie prywatny kawałek zieleni, który często stanowi dodatkową przestrzeń do relaksu, uprawy roślin czy spędzania czasu z rodziną. Na lokale z ogródkiem decydują się głównie rodziny z dziećmi, właściciele zwierząt domowych oraz seniorzy. Mieszkania z ogródkiem zazwyczaj osiągają wyższe ceny za metr kwadratowy w porównaniu do podobnych lokali bez takiej przestrzeni. Co ważne, takie mieszkanie szybciej zyskuje na wartości, co czyni je atrakcyjnym także dla inwestorów poszukujących nieruchomości o wysokim potencjale wzrostu.
Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment 
Z perspektywy dewelopera gruntowego, bierzemy pod uwagę potrzeby obecnego rynku nieruchomości. Aktualnie coraz większą popularnością cieszą się inwestycje opracowywane w duchu „zielonej architektury”, dlatego też projektujemy mieszkania z ogródkami, które mocno zyskały na atrakcyjności w ostatnich latach.
Przykładem takiej inwestycji jest działka przy ulicy Madalińskiego w Gdańsku, gdzie dla wszystkich mieszkań na parterze zaprojektowaliśmy ogródki. Obecnie rozpoczynamy prace nad kolejnym projektem na tej samej ulicy, w którym, korzystając z potencjału znacznie większego terenu, planujemy stworzyć zielone przestrzenie dla mieszkańców oraz duże  i przestronne ogródki przynależne do mieszkań na parterze.
Marek Starzyński, dyrektor ds. Sprzedaży, Okam Capital
Zieleń stanowi ważny element naszych inwestycji. W częściach wspólnych udostępniamy mieszkańcom wewnętrzne patia, tarasy na dachach z roślinnością czy zielone oazy, służące do wypoczynku oraz rekreacji. Wszystkie mieszkania w naszych projektach wyposażone są w balkony lub tarasy, a do lokali zlokalizowanych na parterze przynależą ogródki. Ceny tych ostatnich uzależnione są m.in. od wielkości ogródków czy położenia względem klatki schodowej.
Mieszkania z ogródkami wzbudzają zainteresowanie klientów w zacisznych okolicach, w bardziej kameralnych osiedlach. Najchętniej wybierają je rodziny z małymi dziećmi lub ze zwierzętami.
W centrach miast nabywcy chętniej wybierają mieszkania na wyższych piętrach, jak na przykład w łódzkich projektach: Strefa PROGRESS i NOW. Stąd lokale z ogródkami są w nich tańsze niż mieszkania zlokalizowane na wyższych kondygnacjach. W Strefie PROGRESS za dwupokojowe mieszkanie o powierzchni ok. 48 mkw. z ogródkiem poniżej 20 mkw. trzeba zapłacić niewiele ponad 10 200 zł/mkw. Z kolei w NOW, cena za lokal czteropokojowy w metrażu 93 mkw., z blisko 85 metrowym ogródkiem sięga 10 300 zł/mkw.
W przypadku warszawskiej inwestycji Cityflow, cena mieszkania dwupokojowego o powierzchni 60 mkw. z przylegającym do niego ogródkiem wielkości ok. 18 mkw. wynosi 18 900 zł/ mkw.
W katowickiej inwestycji INSPIRE mieszkania na parterze to jedne z najtańszych w ofercie. Dwupokojowych lokali z ogródkiem o powierzchni od 22 mkw. do 85 mkw. zaczynają się od lekko ponad 12 000 zł/mkw.
Dawid Wrona, Chief Operating Officer w Archicom
Mieszkania z ogródkami stanowią obecnie blisko 5 proc. nasze joferty, a zainteresowanie nimi utrzymuje się na niezmiennym, wysokim poziomie. Szczególnie dostrzegamy to wśród klientów poszukujących większych, czteropokojowych lub pięciopokojowych lokali. Kupujący coraz częściej wybierają nieruchomości oferujące kontakt z naturą i możliwość relaksu na świeżym powietrzu.
Mieszkania z ogródkami są zazwyczaj droższe od swoich odpowiedników na parterze, a także lokali na pierwszym piętrze. Różnica w cenie może wynosić od 20 tys. zł do 100 tys. zł, a w przeliczeniu na metr kwadratowy to zazwyczaj około 500 zł – w zależności od inwestycji. Na finalną cenę wpływa kilka czynników, takich jak wielkość ogródka czy też jego położenie. Znaczne zainteresowanie tego typu mieszkaniami widać na przykładzie trzeciego etapu inwestycji Sady nad Zieloną we Wrocławiu, gdzie na 44 mieszkania tylko 9 z ogródkami pozostało dostępnych.
Tumblr media
0 notes
dompress · 5 months ago
Text
Ile trzeba mieć na mieszkanie z ogródkiem
W jakiej cenie kupimy nowe mieszkania z ogródkami? Jak duże jest nimi zainteresowanie? Czy są droższe od lokali bez ogródków? O ile? W których inwestycjach je znajdziemy? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.
Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii
Mieszkania z ogródkiem są dostępne we wszystkich naszych projektach. Lokale tego typu, szczególnie w kameralnych inwestycjach o niskiej zabudowie, cieszą się dużym zainteresowaniem wśród naszych klientów. Ceny mieszkań z ogródkiem są zróżnicowane w zależności od inwestycji, zaczynają się od 7150 zł/mkw. w przypadku osiedla Ogrody Wojszyce we Wrocławiu. W ofercie dostępne są lokale o powierzchni do 160 mkw.
Agnieszka Majkusiak, dyrektor sprzedaży Atal
Mieszkania z ogródkami realizowane są w większości naszych projektów i cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Są dla klientów namiastką przydomowego ogródka. Po okresie nasilonej pandemii zauważyliśmy większe zainteresowanie mieszkaniami czteropokojowymi na parterze, zaczęliśmy więc częściej projektować je w naszych inwestycjach.
Bardzo często w takiej przestrzeni klienci aranżują sobie mini ogrody, strefy do wypoczynku, czy też tworzą miejsce zabawy dla swoich pociech. Mieszkania parterowe z ogródkami cieszą się także zainteresowaniem osób starszych, które chętnie wypoczywają we własnej zielonej przestrzeni, a prace ogrodowe sprawiają im przyjemność. Nabywcy posiadający psy również doceniają ogródki, które umożliwiają ich pupilom przebywanie na zewnątrz.
Kupujący nie płacą za sam ogródek, gdyż jest on wliczony w cenę całego mieszkania. Czasem stanowi dodatkową część przestrzeni tarasowej, którą w cennikach ujmuje się jako balkon. Jeśli powierzchnia ogródka jest nieduża, różnice cenowe również nie są duże. W przypadku większych jednostek o metrażu 100 - 200 mkw., szczególnie tych atrakcyjnie usytuowanych, cena za mkw. mieszkania jest wyższa niż w przypadku mieszkania np. na pierwszym piętrze.
W łódzkiej inwestycji Atal Aura mieszkanie o powierzchni 71 mkw. z ogródkiem 11 mkw. kosztuje ponad 681 tys. zł. W projekcie Modern Helenów lokal o metrażu 28 mkw. z ogródkiem wielkości 18 mkw. można kupić w cenie 365 tys. zł. W osiedlu Nowe Miasto Polesie w Łodzi oferujemy lokal wielkości 63 mkw. z ogródkiem 100 mkw. za 551 tys. zł.
We Wrocławiu w inwestycji Atal Strachowicka mieszkanie o powierzchni 41 mkw. z ogródkiem 46 mkw. jest dostępne w kwocie 521 tys. zł, a lokal wielkości 56 mkw. z ogródkiem 116 mkw. można nabyć za 678 tys. zł.
W poznańskich Naramowicach Odnova na mieszkanie o metrażu 70 mkw. z ogródkiem o powierzchni 116 mkw. trzeba mieć ponad 666 tys. zł.  
W projekcie Galaktyczna w Gdańsku mieszkanie 72 mkw. z ogródkiem wielkości 114 mkw. oferujemy za 781 tys. zł.
Małgorzata Ostrowska, dyrektorka Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction
Mieszkania z ogródkiem cieszą się dużym zainteresowaniem, szczególnie wśród osób z małymi dziećmi czy zwierzętami. Ogródek jest praktycznym rozwiązaniem, pełni też rolę rekreacyjną. Często na zakup mieszkania z ogródkiem decydują się osoby, które np. z powodów finansowych nie mogą sobie pozwolić na nabycie domu z ogrodem. Ceny mieszkań z ogródkiem różnią się w naszych inwestycjach w zależności od wielu czynników, w tym lokalizacji.
W projekcie Apartamenty na Wzgórzach w Zawadzie k. Myślenic mieszkanie o powierzchni 35 mkw. z ogródkiem 32 mkw. mamy w sprzedaży w cenie ponad 380 tys. zł.  
W Osiedlu Kościuszki w Chorzowie mieszkanie o powierzchni 45 mkw. i ogródkiem o metrażu 22 mkw. można zakupić za 419 tys. zł.
W warszawskiej inwestycji Zielony Lewandów lokal wielkości 42 mkw. z ogródkiem 28 mkw. kosztuje 639 tys. zł. W projekcie Naturalnie Aluzyjna w Warszawie w sprzedaży jest np. mieszkanie 52 mkw. z ogródkiem 78 mkw. w cenie przeszło 735 tys. zł.
Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper
Mieszkania z ogródkami cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem klientów. Przygotowujemy ofertę w taki sposób, aby wpisywała się w potrzeby przyszłych mieszkańców, dlatego mieszkania z ogródkami są dostępne w niemal każdej naszej wrocławskiej inwestycji.
Na terenie osiedla Lokum la Vida położonego przy ul. Herbsta obecnie w ofercie posiadamy mieszkania o metrażach 33 - 72 mkw., do których przynależą ogródki o powierzchniach do 50 mkw. Dzięki temu nabywcy, którzy decydują się na mniejszy lokal, mogą cieszyć się urokami posiadania prywatnego ogródka. Najbardziej atrakcyjne cenowo lokum z ogródkiem o powierzchni 20 mkw. ma powierzchnię 33 mkw. i jest dostępne za 529 tys. zł.
Lokum Verde zlokalizowane na wrocławskim Zakrzowie to gotowe osiedle, którego znakiem rozpoznawczym są dziedzińce pełne urozmaiconej zieleni. W sprzedaży pozostało jeszcze kilka mieszkań z ogrodami. Najtańsze o wielkości 63 mkw. z ogródkiem o powierzchni 18 mkw. można w nim nabyć za 779 tys. zł.
W podwrocławskiej Sobótce, tuż przy Ślężańskim Parku Krajobrazowym powstało osiedle Lokum Monte. Atrakcyjna lokalizacja w otoczeniu lasów i wzniesień, prywatna strefa wellness oraz wysoki standard sprawiają, że jest to doskonały wybór dla poszukujących wytchnienia i bezpośredniego kontaktu z przyrodą. W ofercie inwestycji pozostały ostatnie wolne mieszkania, w tym trzypokojowe z dwoma ogrodami o powierzchniach 16 mkw. i 29 mkw. w cenie 709 tys. zł.
Agnieszka Gajdzik – Wilgos, Manager ds. sprzedaży w Ronson Development
W warszawskim Ursusie Centralnym zainteresowanie mieszkaniami z ogródkiem nie jest tak duże, jak mieszkaniami z tarasem. Jednak im większy ogródek, tym atrakcyjniejszy lokal. I tu cena może iść lekko do góry. Obecnie rozpiętość cen wynosi od ok 13.000 zł -16.244 zł za metr kwadratowy. Przykładowo 70-metrowe mieszkanie z ogródkiem o powierzchni 50 metrów kupić można za 908 960 zł.
W osiedlu Miasto Moje mieszkania z ogródkiem wybierają rodziny z dziećmi, także dlatego, że są to mieszkania tańsze, niż te na wyższych piętrach. Tu najtańsze 27-metrowe mieszkanie z 11-metrowym ogródkiem kupimy za ok 460 tys. zł.
W kameralnej inwestycji Zielono Mi na warszawskim Mokotowie mieszkania z ogródkiem cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Najtańsze, 44-metrowe z ogródkiem o powierzchni 56 metrów kupić można za ok 780 tys. zł. W Poznaniu w osiedlu Grunwald Między Drzewami najtańsze mieszkanie z ogródkiem ma powierzchnię 27 mkw. i 16-metrowy ogródek. Kosztuje około 350 tys. zł.
W Szczecinie mieszkania z ogródkami są dostępne w obu naszych inwestycjach – Nowe Warzymice oraz Nowa Północ. Jest dość spore zainteresowanie takimi mieszkaniami, aczkolwiek kryterium ceny zawsze jest na pierwszym miejscu.
W inwestycji Nowa Północ ceny mieszkań z ogródkami są wyższe od lokali o podobnym metrażu bez ogródka i kształtują się w przedziale 11 000 – 17 000 zł/mkw. brutto. Najtańsze, 26-metrowe mieszkanie z 13-metrowym ogródkiem kupimy za 300 tys. zł.
W inwestycji Nowe Warzymice są tylko mieszkania z ogródkami. I tu przykładowo lokal wielkości 67 mkw. z ogródkiem o metrażu 42 mkw. kosztuje przeszło 710 tys. zł.
Agata Zambrzycka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Aurec Home
Mieszkania z ogródkiem szybko znikają z naszej oferty sprzedażowej, głównie dzięki rosnącej potrzebie posiadania prywatnej przestrzeni zewnętrznej. Lokale z ogródkiem są dostępne w ekologicznym Miasteczku Jutrzenki i industrialnej Fabrica Ursus.
Z doświadczenia wiemy, że nabywcy cenią sobie prywatny kawałek zieleni, który często stanowi dodatkową przestrzeń do relaksu, uprawy roślin czy spędzania czasu z rodziną. Na lokale z ogródkiem decydują się głównie rodziny z dziećmi, właściciele zwierząt domowych oraz seniorzy. Mieszkania z ogródkiem zazwyczaj osiągają wyższe ceny za metr kwadratowy w porównaniu do podobnych lokali bez takiej przestrzeni. Co ważne, takie mieszkanie szybciej zyskuje na wartości, co czyni je atrakcyjnym także dla inwestorów poszukujących nieruchomości o wysokim potencjale wzrostu.
Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment 
Z perspektywy dewelopera gruntowego, bierzemy pod uwagę potrzeby obecnego rynku nieruchomości. Aktualnie coraz większą popularnością cieszą się inwestycje opracowywane w duchu „zielonej architektury”, dlatego też projektujemy mieszkania z ogródkami, które mocno zyskały na atrakcyjności w ostatnich latach.
Przykładem takiej inwestycji jest działka przy ulicy Madalińskiego w Gdańsku, gdzie dla wszystkich mieszkań na parterze zaprojektowaliśmy ogródki. Obecnie rozpoczynamy prace nad kolejnym projektem na tej samej ulicy, w którym, korzystając z potencjału znacznie większego terenu, planujemy stworzyć zielone przestrzenie dla mieszkańców oraz duże  i przestronne ogródki przynależne do mieszkań na parterze.
Marek Starzyński, dyrektor ds. Sprzedaży, Okam Capital
Zieleń stanowi ważny element naszych inwestycji. W częściach wspólnych udostępniamy mieszkańcom wewnętrzne patia, tarasy na dachach z roślinnością czy zielone oazy, służące do wypoczynku oraz rekreacji. Wszystkie mieszkania w naszych projektach wyposażone są w balkony lub tarasy, a do lokali zlokalizowanych na parterze przynależą ogródki. Ceny tych ostatnich uzależnione są m.in. od wielkości ogródków czy położenia względem klatki schodowej.
Mieszkania z ogródkami wzbudzają zainteresowanie klientów w zacisznych okolicach, w bardziej kameralnych osiedlach. Najchętniej wybierają je rodziny z małymi dziećmi lub ze zwierzętami.
W centrach miast nabywcy chętniej wybierają mieszkania na wyższych piętrach, jak na przykład w łódzkich projektach: Strefa PROGRESS i NOW. Stąd lokale z ogródkami są w nich tańsze niż mieszkania zlokalizowane na wyższych kondygnacjach. W Strefie PROGRESS za dwupokojowe mieszkanie o powierzchni ok. 48 mkw. z ogródkiem poniżej 20 mkw. trzeba zapłacić niewiele ponad 10 200 zł/mkw. Z kolei w NOW, cena za lokal czteropokojowy w metrażu 93 mkw., z blisko 85 metrowym ogródkiem sięga 10 300 zł/mkw.
W przypadku warszawskiej inwestycji Cityflow, cena mieszkania dwupokojowego o powierzchni 60 mkw. z przylegającym do niego ogródkiem wielkości ok. 18 mkw. wynosi 18 900 zł/ mkw.
W katowickiej inwestycji INSPIRE mieszkania na parterze to jedne z najtańszych w ofercie. Dwupokojowych lokali z ogródkiem o powierzchni od 22 mkw. do 85 mkw. zaczynają się od lekko ponad 12 000 zł/mkw.
Dawid Wrona, Chief Operating Officer w Archicom
Mieszkania z ogródkami stanowią obecnie blisko 5 proc. nasze joferty, a zainteresowanie nimi utrzymuje się na niezmiennym, wysokim poziomie. Szczególnie dostrzegamy to wśród klientów poszukujących większych, czteropokojowych lub pięciopokojowych lokali. Kupujący coraz częściej wybierają nieruchomości oferujące kontakt z naturą i możliwość relaksu na świeżym powietrzu.
Mieszkania z ogródkami są zazwyczaj droższe od swoich odpowiedników na parterze, a także lokali na pierwszym piętrze. Różnica w cenie może wynosić od 20 tys. zł do 100 tys. zł, a w przeliczeniu na metr kwadratowy to zazwyczaj około 500 zł – w zależności od inwestycji. Na finalną cenę wpływa kilka czynników, takich jak wielkość ogródka czy też jego położenie. Znaczne zainteresowanie tego typu mieszkaniami widać na przykładzie trzeciego etapu inwestycji Sady nad Zieloną we Wrocławiu, gdzie na 44 mieszkania tylko 9 z ogródkami pozostało dostępnych.
Tumblr media
0 notes
addstory · 6 months ago
Text
Szintoizm: Jak starożytna religia ukształtowała kulturę Japonii?
Tumblr media
Kiedy mówimy o Japonii, z pewnością zwracamy uwagę na szintoizm, religię, która nie tylko przetrwała wieki, ale jest głęboko zakorzeniona w japońskiej kulturze i życiu codziennym. Od tradycyjnych świąt po szacunek dla natury, wpływ szintoizmu wykracza daleko poza świątynie i kapliczki. Ale co sprawia, że ta religia jest wyjątkowa i dlaczego pozostała ważna do dziś? Zagłębimy się w świat szintoizmu i zbadamy, w jaki sposób ukształtował on i nadal kształtuje kulturowe oblicze Japonii.
Czym jest szintoizm?
Shintoizm jest częścią japońskiego dziedzictwa kulturowego, którego nie można ignorować, jeśli chodzi o religie świata. Zakorzeniony w codziennym życiu Japończyków, szintoizm pozostaje dziś istotną i praktykowaną religią. Sama nazwa „shintoizm” kryje w sobie głębokie znaczenie: słowo „shintō” tłumaczy się jako „droga bogów”. Ta duchowa ścieżka jest zbiorem starożytnych wierzeń, które z czasem przekształciły się w pełnoprawny system religijny.
Co ciekawe, shintoizm nie ma konkretnego założyciela ani dokładnej daty powstania, uważa się, że jego początki można przypisać końcowi okresu Jomon, który obejmuje okres od około 13 000 do 400 pne. To właśnie w tym czasie zaczęły kształtować się podstawowe idee i rytuały, które ostatecznie stały się fundamentem tej wyjątkowej religii.
Czczenie Kami
Shintoizm przywiązuje wielką wagę do natury, postrzegając ją jako boską manifestację, którą ludzie podziwiają. Religia ta, oparta na wierzeniach politeistycznych i animistycznych, czci wiele Kami — duchów i bóstw, które zamieszkują różne naturalne obiekty i zjawiska. W górach, morzach, lasach, zwierzętach i roślinach Japończycy widzą Kami o specjalnych mocach. Co więcej, nawet przedmioty stworzone przez człowieka, takie jak lustra, miecze i sztylety, mogą stać się obiektami kultu, jeśli zostaną obdarzone świętym znaczeniem. Niektórzy ludzie, tacy jak przodkowie i cesarze, są również czczeni jako bóstwa.
Na wyspach japońskich jest ponad osiem milionów Kami i są one czczone w różnych świątyniach, od narodowych i lokalnych po rodzinne. Świątynie często znajdują się w miejscach charakteryzujących się naturalnym pięknem, takich jak góry, lasy i wybrzeża. Wejście do świątyni prowadzi przez torii, świętą bramę pomalowaną na czerwono, która symbolicznie oddziela świat zewnętrzny od świętej przestrzeni wewnątrz.
Tumblr media
Rytualne festiwale
Shintoizm nie ma regularnych nabożeństw religijnych poza codziennymi nabożeństwami i pielgrzymkami. Jednak festiwale zajmują szczególne miejsce w tej religii. Wydarzenia te obejmują różnorodne rytuały, którym towarzyszą tańce, muzyka, pieśni i wystawne poczęstunki. Oprócz obchodów sezonowych istnieją również festiwale, podczas których wierni gromadzą się w świątyniach, aby uhonorować swoich kami w określonym dniu.
Niektóre z tych festiwali stają się wydarzeniami na dużą skalę, które przyciągają wielu ludzi. Na przykład Japoński Nowy Rok lub słynny Festiwal Gion w Kioto, kiedy mieszkańcy miasta paradują ulicami na ogromnych, bogato zdobionych platformach, tworząc kolorowe i niezapomniane widowisko.
Szintoizm i buddyzm
Buddyzm przybył do Japonii z Chin w VI wieku i nie napotkał żadnego oporu ze strony shintoizmu. Wręcz przeciwnie, obie religie harmonijnie współistnieją, a wielu Japończyków wyznaje obie tradycje jednocześnie. Shintoizm, postrzegany przez swoich wyznawców jako religia oparta na doświadczeniu, zwyczajach i tradycji, a nie na ścisłej doktrynie, łatwo połączył się z buddyzmem. Kami, duchy szintoizmu, zostały powiązane z lokalnymi manifestacjami Buddy i Bodhisattwy.
Świątynie buddyjskie są często budowane obok lub nawet wewnątrz świątyń Shinto, odzwierciedlając bliski związek między tymi wierzeniami. To przenikanie się jest szczególnie widoczne podczas głównych festiwali Shinto, w których aktywnie uczestniczą buddyjscy mnisi. Związek między shintoizmem i buddyzmem jest szczególnie widoczny na górze Fuji. To słynne miejsce, uznane przez UNESCO za „Fujisan, święte miejsce i źródło artystycznej inspiracji”, stało się symbolem harmonii między obiema religiami.
W XII wieku góra Fuji stała się centrum nauki buddyzmu ascetycznego, który łączył elementy buddyzmu i szintoizmu. UNESCO opisuje ten związek w następujący sposób: „Szacunek i cześć dla majestatycznego kształtu góry Fuji i jej aktywności wulkanicznej dały początek praktykom religijnym, które jednoczą shintoizm i buddyzm, człowieka i naturę, symboliczną śmierć i odrodzenie poprzez rytualne wejścia i zejścia oznaczone szlakami, kapliczkami i miejscami odpoczynku u podnóża góry”. Dziś szintoizm pokojowo współistnieje w Japonii z buddyzmem, konfucjanizmem i taoizmem, demonstrując wyjątkową harmonię religijną.
Podsumowanie
Szintoizm jest sercem i duszą japońskiej kultury, która przez wieki kształtowała światopogląd i sposób życia tego narodu. Wpływ szintoizmu wykracza poza świątynie i rytuały, przenikając do codziennego życia, tradycji i stosunku Japończyków do natury. Ta starożytna wiara, pomimo swojej wielowiekowej historii, jest nadal aktualna, wpływając na wszystkie aspekty japońskiej kultury.
0 notes
zbiorkomd · 7 months ago
Text
Tumblr media
Na początku lipca po ponad 20 latach w bezruchu i łącznie 4 latach skrupulatnych prac remontowych, SP42-001 “kociołek” odbył swoją jazdę inauguracyjną ze składem historycznych wagonów po kolejowych szlakach Dolnego Śląska. Nadszedł czas na kolejny przejazd lokomotywy i kolejną atrakcję w ramach turystyki kolejowej.
To trzecia jazda w tym roku, gdzie nasz spalinowóz wraz z historycznymi wagonami wyruszy w podróż poza stolicę regionu. Historyczny skład przejedzie tego dnia odcinkiem linii kolejowej nr 276 Wrocław Główny – Międzylesie. Zbudowano ją w latach 70. XIX wieku. Prace budowlane trwały 5 lat.
Poszczególne odcinki linii otwierano z biegiem czasu. Ten kolejowy szlak miał za zadanie połączyć stolicę Dolnego Śląska z Pragą i Wiedniem. Linia kolejowa nr 276 nie jest pozbawiona regionalnych uroków. Przecina Równinę Wrocławską mijając po drodze Żerniki Wrocławskie, Żurawinę, Węgry czy Boreczek.
To ostatnie miejsce na kolejowej mapie Dolnego Śląska było szczególne. Do Boreczka prowadziła linia kolejki prywatnej z Oławy – po roku 1945 wcielona w strukturę PKP. Tę liczącą ponad 24 km trasę zlikwidowano w 1973 roku, z czasem rozbierając tor.
Pociąg prowadzony SP42-001 pojedzie dalej, w kierunku Kamieńca Ząbkowickiego. Po drodze mijając Wzgórza Strzelińskie, co dostarczy podróżnym ciekawych widoków (ich najwyższy szczyt Gromnik znajduje się blisko Białego Kościoła, jego wysokość wynosi 393 m.n.p.m.).
Na stacji w Strzelinie, która niegdyś była stacją węzłową, podczas 23 minutowego postoju będzie okazja do posłuchania klubowego przewodnika. Kolejnymi przystankami gdzie przewidziano prelekcje i oprowadzania są Henryków (23 min. postoju ) oraz Ząbkowice Śląskie (45 min. postoju ).
W Kamieńcu Ząbkowickim historyczny skład zmieni kierunek i wjedzie na linię kolejową nr 137, zwaną Magistralą Podsudecką. Prowadzi ona wzdłuż Przedgórza Sudeckiego a w całości przecina aż trzy województwa. Na odcinku od Kamieńca Ząbkowickiego w kierunku Świdnicy zapewnia urokliwe widoki z okien wagonów. Ponadto od pewnego momentu okala ciekawie Masyw Ślężański widoczny na horyzoncie. Widać również pasmo Gór Sowich.
Ważnym elementem krajobrazowym na tej trasie są zachowane historyczne dworce, wraz z częścią dawnej infrastruktury kolejowej, dawne zabudowania i drewniane słupy teletechniczne – co jest dziedzictwem, które odchodzi powoli w przeszłość.
Podczas przejazdu tą linią na podróżnych czekają kolejne niespodzianki. Jedną z nich jest wspomniane wcześniej oprowadzanie w rejonie stacji Ząbkowice Śląskie. A najdłuższe zwiedzanie z przewodnikiem czeka na uczestników w Świdnicy (zwiedzanie miasta, czas postoju 1 godzina i 47 min.)
Ponadto w drodze powrotnej do Wrocławia przewidziana jest także prelekcja i oprowadzanie na stacji w Kamieńcu Ząbkowickim (czas postoju 40 min.).
Skład pociągu: SP42-001 + 110Ac + 110Ac + Bautzen84
Tumblr media
Materiał powstał we współpracy z Klubem Sympatyków Kolei we Wrocławiu / fot. Piotr Kowalski
0 notes
koval-ptaki-birds · 7 months ago
Text
Tumblr media Tumblr media Tumblr media Tumblr media Tumblr media
100) Aphelocoma woodhouseii; Modrowronka leśna, Woodhouse's scrub jay (sójka zaroślowa Woodhouse'a) - gatunek sójki zaroślowej pochodzącej z zachodniej Ameryki Północnej, od południowo-wschodniego Oregonu i południowego Idaho po środkowy Meksyk. Sójka zaroślowa Woodhouse'a była do niedawna uważana za ten sam gatunek co sójka zaroślowa kalifornijska i zbiorczo nazywana sójką zaroślową zachodnią. Wcześniej obie były również uważane za ten sam gatunek co sójka zaroślowa wyspowa i sójka zaroślowa z Florydy; takson nazywano wówczas po prostu sójką zaroślową. Sójka zaroślowa Woodhouse'a jest niemigrująca i można ją spotkać na obszarach miejskich, gdzie może się oswoić i przylatuje do karmników dla ptaków. Podczas gdy wiele osób nazywa sójki zaroślowe „sójkami błękitnymi”, sójka zaroślowa jest zupełnie innym gatunkiem ptaka. Sójka zaroślowa Woodhouse'a została nazwana na cześć amerykańskiego przyrodnika i odkrywcy Samuela Washingtona Woodhouse'a.
Zgodnie ze swoją nazwą, sójka zaroślowa Woodhouse'a zamieszkuje obszary niskich zarośli, preferując lasy pinon-juniper, lasy dębowe, skraje mieszanych lasów wiecznie zielonych, a czasem zarośla mesquite. Sójki Woodhouse'a są bardzo powszechne na zachód od południowych Gór Skalistych i można je znaleźć w zaroślach, lasach borealnych i lasach strefy umiarkowanej.
Sójki Woodhouse'a żerują zazwyczaj w parach, grupach rodzinnych lub małych grupach niespokrewnionych poza sezonem lęgowym. Żywią się małymi zwierzętami, takimi jak żaby i jaszczurki, jajami i młodymi innych ptaków, owadami i (szczególnie zimą) zbożami, orzechami i jagodami. Mog�� być agresywne w stosunku do innych ptaków, na przykład znane są z kradzieży zgromadzonych żołędzi z drzew spichlerzowych dzięcioła żołędziowego.
Sójki Woodhouse'a, podobnie jak wiele innych krukowatych, wykorzystują ulotne nadwyżki, gromadząc pożywienie w rozproszonych skrytkach na swoich terytoriach. Polegają na bardzo dokładnej i złożonej pamięci, aby odzyskać ukryte skrytki, często po długim czasie. W procesie zbierania i przechowywania tego pożywienia wykazały zdolność do planowania z wyprzedzeniem w wyborze miejsc skrytek, aby zapewnić odpowiednią ilość pożywienia i różnorodność na przyszłość. Sójki Woodhouse'a są również w stanie polegać na swojej dokładnej pamięci przestrzennej obserwacyjnej, aby kraść pożywienie ze skrytek utworzonych przez osobniki tego samego gatunku. Aby chronić swoje skrytki przed potencjalnymi „złodziejami”, ptaki przechowujące pożywienie wdrażają szereg strategii, aby zmniejszyć to ryzyko kradzieży. Sójki zachodnie są również znane z gromadzenia i zakopywania jaskrawo kolorowych przedmiotów. Sójki Woodhouse'a mają psotną passę i nie stronią od jawnej kradzieży. Przyłapano je na kradzieży żołędzi z kryjówek dzięciołów żołędziowych oraz na kradzieży nasion i szyszek sosnowych orzechówek Clarka. Niektóre sójki kradną żołędzie, które widziały, jak chowają się inne sójki. Kiedy te ptaki idą ukryć własne żołędzie, najpierw sprawdzają, czy żadna inna sójka ich nie obserwuje. Sójki zachodnie czasami lądują na grzbietach mulaków, aby zjadać kleszcze i inne pasożyty znajdujące się na jeleniach. Jelenie zdają się doceniać tę pomoc, często stojąc nieruchomo i podnosząc uszy, aby sójki miały dostęp. Sójka zjada nawet orzeszki ziemne z ludzkiej ręki.
Najnowsze badania sugerują, że sójki Woodhouse'a, podobnie jak kilka innych krukowatych, należą do najinteligentniejszych zwierząt. Stosunek masy mózgu do masy ciała dorosłych sójek jest porównywalny z szympansami i waleniami i jest mniejszy jedynie od masy ciała ludzi. Sójki są również jedynymi nienaczelnymi ani delfinami, u których wykazano planowanie przyszłości, co wcześniej uważano za cechę charakterystyczną wyłącznie dla ludzi. Inne badania wykazały, że potrafią zapamiętać lokalizacje ponad 200 skrytek z żywnością, a także rodzaj pożywienia w każdej skrytce i tempo jego rozkładu. Aby chronić swoje skrytki przed kradzieżą przez przedstawicieli tego samego gatunku, sójki wybierają miejsca poza zasięgiem wzroku konkurentów lub ponownie je chowają, gdy są same, co sugeruje, że potrafią brać pod uwagę perspektywę innych.
Długość życia dzikiej sójki Woodhouse'a wynosi około 9 lat. Wirus Zachodniego Nilu negatywnie wpływa na populację.
Sójka Woodhouse'a, kalifornijska, wyspowa i florydzka były kiedyś uważane za podgatunki jednego gatunku „sójki zaroślowej”. Obecnie uważa się, że są odrębne. Oprócz bliskiego pokrewieństwa „kalifornijskiej” i wyspowej sójki zaroślowej, ustalenie ich historii ewolucyjnej okazało się bardzo trudne. Sądząc z danych sekwencji podjednostki 2 dehydrogenazy mtDNA NADH, istnieją dwa klady, mianowicie jeden pacyficzny na zachód i jeden na wschód od Gór Skalistych. Sójka zaroślowa Woodhouse'a różni się upierzeniem (bladoniebieskie u góry, z niewyraźnym i zwykle niekompletnym pasem piersiowym) od sójki zaroślowej kalifornijskiej, która jest ciemnoniebieska u góry z wyraźnie zaznaczonym – ale niekoniecznie kompletnym – niebieskim pasem piersiowym. Podgrupa sójki zaroślowej Woodhouse'a żyjąca we wnętrzu południowego Meksyku jest czasami nazywana sójką zaroślową Sumichrast'a. Podgatunki to:
Sójka zaroślowa Woodhouse'a, Aphelocoma (woodhouseii) woodhouseii:
Aphelocoma woodhouseii nevadae; Nevada scrub jay (sójka zaroślowa nevadzka) - Wielka Kotlina od północnej Nevady na południe, kilka odizolowanych pasm górskich w Dolinie Śmierci i pustyni Mojave od wschodniej Kalifornii do południowo-zachodniego Nowego Meksyku, na południe do północno-wschodniej Sonory i skrajnego północno-zachodniego Chihuahua. Pewna hybrydyzacja z A. w. ooclepica (grupa californica) na północno-zachodnim krańcu zasięgu. Jaśniejszy i bardziej matowy niż woodhouseii; jasnoniebieskie pokrywy podogonowe. Dziób długi, dość spiczasty i zwężający się, nie zakrzywiony na końcu
Aphelocoma woodhouseii woodhouseii; Woodhouse's scrub jay (sójka zaroślowa Woodhouse'a) - podnóża Gór Skalistych, od północnego Utah/południowego Wyoming na południe przez północno-zachodnie Chihuahua i zachodni Teksas, czasami sięgając dalej w głąb tego stanu. Niebieska szyja z matowym, szarawym odcieniem; grzbiet szarobrązowy. Pokrywy podogonowe niebieskie. Dziób ciężki, ale prosty, ledwie zakrzywiony na końcu
Aphelocoma woodhouseii texana; Texas scrub jay (sójka zaroślowa teksańska) - dotychczas znana tylko z płaskowyżu Edwards (Teksas); obszar i zasięg możliwego kontaktu z woodhouseii nieokreślone. Być może ten podgatunek występuje na skarpie Caprock, gdzie gatunek osiedlił się w latach 50. XX wieku. Ciemniejszy niż woodhouseii z nutą kołnierza piersiowego. Dolna pierś z brązowawym odcieniem, duża biała plama na dolnej części brzucha. Pokrywy podogonowe białe; u dorosłych samców zwykle z niebieskimi końcówkami piór. Grzbiet dość brązowy. Młode ptaki wyraźnie bledsze niż u woodhouseii. Ciężki, dość tępy dziób
Aphelocoma woodhouseii grisea - Sierra Madre Occidental, głównie u Chihuahua; mieszający się z nevadae na północny zachód od zasięgu. Lżejszy i większy od woodhouseii, z nutą niebieskiego kołnierza. Pokrywy podogonowe białe. Długie skrzydła i dość krótki, ciężki dziób
Aphelocoma woodhouseii cyanotis; Blue-eared scrub jay (sójka zaroślowa błękitnooka) - Dolna Sierra Madre Oriental, Meksyk, od S Coahuila do Tlaxcala; generalnie oddzielony od texana woodhouseii; zasięg przylegający do grisea na pustyni S Chihuahuan. Najwyraźniej zastąpiony przez sójkę meksykańską w wyżej położonych lasach na południe od zasięgu. Większy i bardziej matowy niż woodhouseii. Grzbiet brązowy z niebieskim odcieniem, czasami dość niebieskawy. Supercilium słabe i małe. Spód dość jasny; dolny brzuch biały. Pokrywy podogonowe matowo białe. Dziób i skrzydła jak u grisea, młode ptaki bardziej brązowe niż texana
Sójka zaroślowa Sumichrasta, Aphelocoma (woodhouseii) sumichrasti:
Aphelocoma woodhouseii/sumichrasti sumichrasti; Sumichrast's scrub jay (sójka zaroślowa Sumichrasta) - od Distrito Federal w kierunku południowo-wschodnim przez Veracruz, Puebla i Oaxaca. Jasnoniebieski kolor głowy z czarniawymi plamami na uszach. Słabo biała supercilium. Grzbiet szarobrązowy, niebieski w kierunku ogona. Jasnoszare smugi na gardle; ślady słabego szarawego lub szaroniebieskiego kołnierza piersiowego. Uda dymnoszare. Lotki i sterówki ciemnoniebieskie. Duży, z bardzo długimi skrzydłami. Ciężki, lekko zakrzywiony dziób
Aphelocoma woodhouseii/sumichrasti remota; Chilpancingo scrub jay (sójka zaroślowa Chilpancingo) - SW Oaxaca i centralne Guerrero. Najwyraźniej oddzielone od sumichrasti przez dolinę Rio Balsas. Matowsze i jaśniejsze niż sumichrasti. Największe ze wszystkich zachodnich sójek.
Nazwa zwyczajowa tego podgatunku upamiętnia meksykańskiego przyrodnika Francisa Sumichrasta. Etymologia: Aphelocoma, ze zlatynizowanego starogreckiego apheles- (od ἀφελής-) „prosty” + łacińska coma (od greckiego kome κόμη) „włosy”, w odniesieniu do braku piór paskowanych lub w paski u tego rodzaju w porównaniu z innymi sójkami.
0 notes
myslodsiewniav · 1 year ago
Text
27.10.2023
Jeszcze jedna sprawa uważam, że wymaga spisania: obecnie znowu wchodzimy - ale znacznie wolniej, bez tego szalonego tempa - w tryb planowania. Nadal czuję się przytłoczona i nadal zauważam, że lista rzeczy, które zakładam, że mogę wykonać danego dnia okazuje się mocno przekraczać moje siły, możliwości czasowe czy zdolność koncentracji. Wciąż uczę się, aby planować na dany dzień mniej i nie czuć frustracji z powodu "nie daję rady, jestem beznadziejna, zwykłych czynności nie mogę wykonać" - za dużo na liście równa się frustracja.
Lista to dobry i łatwy do zweryfikowania plan. I współgrający z moim ADHD.
Zostaje po prostu być dla samej siebie bardziej wyrozumiała: mam znaczący spadek nastroju, siły, a teraz (w tym tygodniu) też zdrowia (coś mnie bierze, a do tego mam jęczmień na oku), więc więcej SLOW i powrotu do ciała.
Dziś planuje udać się do lekarza i o ile nie prądkuję - iść na saunę (w sieci piszą, że jęczmień należy wygrzać, już leżałam z torebką herbaty rumiankowej na oku, zobaczymy czy to w czymś pomoże). A potem wysyłka rzeczy na Vinted.
Ech... chodzenie po ciuchlandach w zeszłym tygodniu opłaciło się, chociaż chyba nie tak, jak planowałam. Zebrałam masę zamówień o bliskich na "a jak znajdziesz XYZ to kup mi, ja ci oddam". Tym sposobem znalazłam kalesony termo-merino (ale tym razem takie do kolan, ale i tak wzięłam), puchową (tj. taką wypełnianą puchem i pierzem, z wodoodpornego materiału wierzchniego) kurtkę zimową dla siostry w takim rozmiarze by zmieściła pod nią chustę z synkiem <3, drugą kurtkę puchową, którą wstępnie zarezerwowała moja kumpela (musi przymierzyć), cieniutki i mięciusi w dotyku popielaty sweter dla mamy (wiskoza, królik angora, kaszmir i wełna w składzie) w którym nie zmarznie i który się łatwo zmieści pod kurtkę, niebieski sweter dla taty (zależało mi na tym kolorze - mój tata ma białe jak śnieg włosy i bardzo intensywnie niebieskie oczy, chciałam, aby to podkreślić) - sweter dla taty ma w składzie wełnę merino oraz bawełnę. Dla siostry mojego chłopaka upolowałam śnieżno-biały golf z angory, kaszmiru i wełny. Ponad to sobie samej kupiłam nieco za duży POMARAŃCZOWY <3 (uwielbiam) sweter jedwab + kaszmir i w zasadzie taki sam w kwestii składu, ale w męskim fasonie dla mojego chłopaka (jego jest beżowy). Obydwoje jesteśmy zadowoleni. Dla samej siebie kupiłam jeszcze jasno-kremowy płaszcz z wełny - NIE WIEM czy to praktyczny płaszcz, muszę przetestować. Jak się nie sprawdzi to puszczę go dalej. Ponad to kupiłam coś prze-pię-knę-go! Czarny płaszcz high quality z dziewiczej wełny. Wygląda OBŁĘDNIE! Patrzysz i wiesz, że mogłaby go nosić dowolna bohaterka Gossip Girl xD. I mam nadzieję go sprzedać za dużo. Bo jest cuuuuudowny. Podobnie sprawa się ma ze swetrem projektu Mariny Rinalndi - cudowny, beżowy sweter (kardigan właściwie). Piękny nieprawdopodobnie, w składzie wełna, jedwab i futro wielbłąda. Moja przyjaciółka opisała go jako "taki luksusowy szlafrok" xD i to w sumie celne spostrzeżenie. Wystawiłam go, ale mam wątpliwości czy za tyle ile za niego chcę (a to ułamek tego ile jest faktycznie wart) się sprzeda. Zobaczymy.
Anyway - miałam nie wydawać pieniędzy. Ech. Okay, zapłaciłam w tym wypadku głównie swoim czasem (bo w zeszłym tygodniu przekopałam się przez ćwierć ciuchlandów w tym mieście szukając tylko wartych uwagi, jakościowych i mogących przetrwać lata fasonów i materiałów), ale mam nadzieję, że to się zwróci.
Po tej fazie "wełnianej" wracam do wystawiania następnych czekających na swoją kolej, pogrupowanych 3 tygodnie temu ciuchów.
Powolutku robi się miejsce. Podoba mi się to. Kokosów z tego póki co nie ma, ale o miejsce i pozbycie się STAREGO i nieużywanego chodziło pierwotnie i to się dzieje :D
To mi się podoba!
9 notes · View notes
twilightresearch · 8 months ago
Text
WATTPAD
Czy Wattpad zwiastuje początek upadku rynku wydawniczego?
Najprościej jest porównać twory z Wattpada do restauracji McDonald's. Uwielbiamy zarówno smak fast foodu, jak i przemielone motywy, które pojawiają się w milionach książek. Taki tekst nie ma zamiaru przekazywać cennych wartości czy uczyć wyrafinowanego słownictwa. Jest pewne prawdopodobieństwo, że z czasem horyzonty czytelnicze młodych odbiorców zaczną się poszerzać.
Jeżeli interesujecie się trendami na rynku wydawniczym, z pewnością zauważyliście, że na księgarnianych półkach pojawia się coraz więcej powieści z Wattpada. To platforma pisarsko-czytelnicza, z której aktualnie korzysta około 100 milionów ludzi na całym świecie. Użytkownicy mają możliwość czytania oraz komentowania rozdziałów tworzonych przez innych. A pisać może każdy! Coraz więcej powieści jest przedrukowywanych i sprzedawanych w formie papierowych egzemplarzy. Takie książki zyskują ogromną popularność – prawie połowa listy bestsellerów Empiku należy do wattpadowych dzieł. Ich autorki zdobywają nagrody na corocznych galach tej sieci. Młodzież w zaskakująco licznym gronie odwiedza targi, aby zdobyć autografy.
Choć platforma określa się jako miejsce "zarówno dla początkujących, jak i profesjonalistów", najczęściej autorami publikowanych opowieści są młode, niedoświadczone osoby z kreatywnymi umysłami. Wraz ze wzrostem popularności platformy coraz więcej osób zaczęło ją wykorzystywać jako proste narzędzie do pisania, czego efekty można było obserwować za darmo. Parę lat później w aplikacji pojawiły się reklamy, a także płatna subskrypcja Premium, która umożliwia przeskakiwanie rozdziałów bez oglądania materiałów promocyjnych oraz nielimitowane czytanie offline.
Jedną z najpopularniejszych serii wattpadowych jest trylogia Hell, publikowana pod pseudonimami P.S. Herytiera/Pizgacz. Katarzyna Barlińska zadebiutowała na tej platformie jako 15-latka. Z pewnością do sukcesu przyczyniło się udostępnianie informacji o rozdziałach na Twitterze (dzisiejszym X). Autorce udało się zgromadzić silny fandom. Internetowe grono nastolatków chętnie dzieliło się memami oraz przemyśleniami, nie zapominając o hashtagu #trylogiahell. W pewnym momencie seria była na tyle popularna, że w dzień opublikowania nowego rozdziału hashtag królował w trendach polskiego Twittera. Tym samym wieść o historii Pizgacz docierała nawet do ludzi, którzy nie byli jej czytelnikami. Twitterowy fenomen dotarł także do wydawnictw, które zauważyły w tym potencjalny zysk. Wydawca sam zgłosił się do Barlińskiej! Na Wattpadzie zostały tylko cztery pierwsze rozdziały z każdego tomu, aby przekonać potencjalnych czytelników do sięgnięcia po egzemplarz wydany przez Editio. Oczekiwania wydawcy zostały spełnione – książki prędko okrzyknięto mianem ogólnokrajowego bestsellera, a ich autorkę śledzi już ponad 121 tysięcy użytkowników Instagrama. 
Jeszcze mocniejszą pozycję zyskała Weronika Anna Marczak, której Rodzina Monet stała się jedną z najpopularniejszych serii w Polsce. Autorka (podobnie jak Barlińska) na początku kryła swoją prawdziwą tożsamość pod pseudonimem. Przygodę z Wattpadem zaczęła nieco później od swojej koleżanki po fachu (jako świeżo upieczona absolwentka studiów licencjackich), co przyznała w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Popularność była na tyle ogromna, że Marczak zaczęła myśleć o rozesłaniu szkiców do wydawnictw. You&YA ją wyprzedziło. Pierwsze dwa rozdziały Skarbu wciąż są dostępne na Wattpadzie – serię wyświetlono już ponad 5 milionów razy! To przełożyło się na tysiące sprzedanych egzemplarzy oraz sukces, który można śmiało określić jako fenomen. Pozostałe części sagi zostały już usunięte.
Decydując się na zakupienie praw, wydawca wie, czy książka zdążyła się wypromować w sieci. W przypadku trylogii Hell, Rodziny Monet czy Royal sukces był murowany, ponieważ serie zdążyły już zbudować silny fandom. To dało gwarancję, że książki zostaną zakupione przez ich fanów oraz innych, zaciekawionych internautów. Wydaje się więc, że liczba wyświetleń na Wattpadzie jest miarą, która dostarcza wystarczająco dużo informacji, aby podjąć ostateczną decyzję. 
Co więcej, taki tekst jest już praktycznie gotowy. W większości przypadków autorzy pracowali latami nad tymi dziełami, a ich historie były praktycznie skończone. Dlatego Oli Negrońskiej udało się wydać dziesięć książek, należących do dwóch różnych serii w ciągu roku. Stąd Rodzina Monet doczekała się końca w tak szybkim tempie. Brakuje jedynie dobrania okładki oraz odpowiedniej redakcji i korekty, prawda? PRAWDA?
Działania wydawnictwa Niezwykłego od dawna wzbudzały kontrowersje w Internecie. Pojawiły się głosy zdziwienia dotyczące liczby wydawanych tytułów, a także samego procesu wydawniczego. Mówi się, że wydawnictwo nie poświęca wiele czasu na redakcję, a ostateczny przekład za bardzo przypomina pierwotną wersję z Wattpada. To niestety wpływa na jakość – w tekście pojawiają się powtórzenia, a także błędy interpunkcyjne i stylistyczne.  
Warto również zwrócić uwagę na styl prezentowanych powieści. Wojciech Szot, dziennikarz Gazety Wyborczej, przeanalizował fragment powieści Aleksandry Negrońskiej. Jej dwie serie – Students oraz Friends – od kilku miesięcy nie schodzą z najwyższych pozycji na liście bestsellerów Empiku. Szot zaznacza, że styl książek jest nazbyt potoczny. Nie brakuje przekleństw, a także rażących błędów stylistycznych i rzeczowych. Redaktor wysnuł prosty wniosek – Negrońska „pisze jak koleżanka czytelniczek”. Jej warsztat pisarski można porównać do codziennych konwersacji nastolatków w szkole czy na Messengerze.
Jest też druga grupa autorów, którzy piszą wręcz patetycznym językiem, określanym przez niektórych złośliwców jako „pseudopoetycki”. Na tapet można wziąć trylogię Barlińskiej, która nie stroni od dramatycznych opisów. Podczas lektury pierwszych rozdziałów Start a Fire byłam zaskoczona, że pewną reakcję bohatera da się opisywać przez ponad dwie strony. Nie brakuje również innych szczegółowych opisów codziennych czynności i nadużywanych przymiotników. Internauci policzyli, ile razy Victoria Clark wspomniała o "czarnych tęczówkach" Nathaniela Sheya!
- Co innego pisać na Wattpadzie i dawać to czytać ludziom, jak chcą. Wtedy możesz nabazgrać cokolwiek. To tak, jak każdy może Instagrama prowadzić i robić zdjęcia. Ale w momencie, kiedy ktoś to wydaje i bierze ode mnie pieniądze za tę książkę, to oczekuję czegoś więcej. - Prostracja
Obecnie technologia przekształca pisanie fikcji, wcześniej najbardziej samotnej i wymagającej sztuki, w coś niemal przeciwnego. Ma charakter towarzyski, nieformalny i intymny, a wyniki są nie tylko konsumowane, ale często komponowane na bieżąco.
Zanim Internet zawalił czas i przestrzeń, między pisarzami a czytelnikami istniała ogromna przepaść… ogólnie rzecz biorąc, im pisarz odnosił większe sukcesy, tym większy był dystans między autorem a czytelnikiem. Pisarz był postacią imperialną, artystą zamieszkującym Olimp. Czytelnika nigdzie nie było.
Wattpad eliminuje pozostałą odległość między twórcą a konsumentem. Czytelnik został wyniesiony gdzieś pomiędzy najlepszym przyjacielem pisarza a jego idealnym redaktorem, dającym jedynie uwielbienie.
„Jeśli możesz pójść do wydawcy i powiedzieć: «Mam 15 000 fanów», to liczy się to bardziej niż ktoś, kto wychodzi z piwnicy z doskonałym rękopisem i nie zna nikogo”.
0 notes